Kiedy mówimy o wpływie pracy biurowej na wzrok, najczęściej przychodzi nam na myśl ta przy komputerze i problemy, które może spowodować ciągłe wpatrywanie się w monitor. Tymczasem syndrom widzenia komputerowego (o którym pisaliśmy tu) to nie jedyne zagrożenie w pracy za biurkiem. Co jeszcze zagraża naszym oczom „na etacie” i jak o nie dbać?

Biuro – siedlisko bakterii

Czy wiesz, że biuro to jedno z najbardziej zanieczyszczonych miejsc, w jakich przebywasz? Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to na uchwycie od mikrofalówki w biurze często jest więcej zarazków niż… na desce sedesowej! Mało tego, wirusy rozprzestrzeniają się w biurze niemalże z prędkością światła. W jednym z ciekawych eksperymentów przeprowadzonych przez mikrobiologa dr. Charlesa Gerbę z Uniwersytetu w Arizonie odkryto, że już w 4 godziny od pojawienia się wirusa w biurze zainfekowana jest połowa znajdujących się w tym miejscu powierzchni. Przy okazji okazało się również, że każdy z nas podczas 8-godzinnego dnia pracy dotyka nosa, ust czy oczu średnio 16 razy na godzinę. Przenieść zarazki do oka – np. pocierając zmęczone oczy – jest zatem banalnie łatwo.

Myj ręce często i używaj żeli antybakteryjnych do rąk – zmniejszysz ryzyko przeniesienia bakterii i wirusów do oczu.

Klimatyzacja w biurze a wzrok

Przebywanie w klimatyzowanym pomieszczeniu zwiększa ryzyko wystąpienia syndromu suchego oka aż dwukrotnie. Na pojawienie się suchości w oku dwa razy częściej narażone są też kobiety (co wiąże się z poziomem hormonów w ich organizmach – głównie estrogenu). Problem nie kończy się zimą, bo w tym czasie powietrze ulega wysuszeniu na skutek ogrzewania – zatem przez cały rok warunki panujące w biurze mogą negatywnie oddziaływać na kondycję naszych oczu.  Na klimatyzację i ogrzewanie wpływu nie mamy, ale możemy próbować zmniejszać negatywne skutki suchego powietrza w biurze poprzez regularne nawadnianie oka od zewnątrz (za pomocą kropli) oraz od wewnątrz – poprzez picie minimum 2 litrów wody dziennie. Pomóc może również nawilżacz powietrza (nawet taki mały, ustawiany na biurku, zasilany na USB).

Syndrom chorego budynku

Niektóre biurowce (również te nowoczesne) bywają „chore” – dosłownie i w przenośni. Syndrom chorego budynku to zespół cech obiektu związanych z jego architekturą, posadowieniem, instalacjami oraz wyposażeniem, które razem tworzą kombinację negatywnych dla człowieka czynników. Winne są temu np.: bakterie i mikroorganizmy żyjące w zanieczyszczonych przewodach czy klimatyzacji, związki emitowane przez farby, impregnaty, wykładziny czy materiały izolacyjne, środki używane do czyszczenia biura, zanieczyszczenie powietrza spowodowane przebywaniem w pomieszczeniach zbyt wielu osób. Podczas pracy w takim budynku boli nas głowa, schnie skóra, pieką oczy, obserwujemy reakcje alergiczne. Niestety na syndrom chorego budynku nie ma lekarstwa, ale pomóc nam mogą rośliny doniczkowe – warto więc się w taką zaopatrzyć (opieka nad roślinką dodatkowo poprawi nam nastrój). Jak donosi WHO, syndrom chorego budynku występuje aż w 30% nowych i odnawianych obiektach na świecie.

Zagrożeniem dla naszych oczu w pracy jest zatem nie tylko komputer. Mogą nim być też klimatyzacja, ogrzewanie, maszyny czy… kolega z pracy, który przyniesie do biura jakiegoś wirusa. Uważajcie więc i chrońcie oczy na wszystkie możliwe sposoby.